sobota, 27 grudnia 2014

Rozdział 6

Zostałam obudzona przez jakiegoś podłego osobnika.
- Kim jesteś i dlaczego mnie budzisz?- zapytałam nie podnosząc głowy z poduszki
- Wstawaj, jeżeli nie chcesz przespać całego dnia.- odezwał się męski głos
Pff, jeszcze czego. Tak fajnie mi się spało.
- A jeżeli chcę? - zapytałam
- Przysięgam, że jak zaraz nie wstaniesz i się nie przebierzesz to ci pomogę.- i już wiedziałam, że to Harry
- Po co? - jęknęłam siadając na łóżku
- Impreza jest.- uśmiechnął się
O nie. Nie, to nie jest dobry pomysł.
- To nie jest najlepszy pomysł. - powiedziałam
- Rozerwiesz się trochę. Jest piątek przecież. - nalegał
- Ok, ale dlaczego ci tak zależy? Chyba się we mnie nie bujasz co? - zgodziłam się w końcu
- Nie, ja nie. Niall by mnie zajebał.- powiedział
Stop, powiedział " ja nie". Ja pierdolę.
- Możemy pogadać tak na poważnie? - zapytał
Nie miałam zielonego pojęcia o co mu chodzi. O czym mógł chcieć ze mną gadać.
- Jasne.- odpowiedziałam
- Ty na prawdę jesteś taka ślepa i nie widzisz jak Louis na ciebie patrzy?- zapytał prosto z mostu
Zakrztusiłam się śliną, gdy to usłyszałam. Nie wiedziałam, jak na to odpowiedzieć.
Nie codziennie się słyszy takie rzeczy.
- Mówisz poważnie?- spojrzałam na niego
- Znam go i widzę takie rzeczy. Nie gadaj, że nie zauważyłaś jaki jest dla ciebie gdy nie ma Eleanor. Widzę też jak ty się na niego patrzysz.- odpowiedział
Miałam mętlik w głowie. Chciałam zaprzeczyć, ale wiedziałam, że nie ma sensu.
- Jeżeli nie wierzysz, to mogę ci to łatwo udowodnić.- uśmiechnął się lekko.
- Dobra. Eh, zaraz będę na dole.- westchnęłam
Harry opuścił mój pokój, a ja nadal zdezorientowana siedziałam na łóżku.
Chyba zaczynałam zdawać sobie sprawę, że się zakochuję. To wszystko jest takie pojebane.
Ostatni raz byłam zakochana mając czternaście lat , czyli ponad cztery lata temu . Miałam wtedy cudownego chłopaka, ale los miał dla nas inne plany. Jesienią 2009 roku zdiagnozowano u niego białaczkę. Dawali mu góra pół roku życia. Cały czas byłam przy nim. Na każdej chemioterapii. Danny był najlepszą rzeczą jaka mnie w życiu spotkała i nie mogłam patrzeć jak cierpi. Kazał mi być silną, dla niego i nie poddawać się. Pamiętam dokładnie jego ostatnie słowa. Powiedział, żebym obiecała, że będę kiedyś szczęśliwa, a on patrząc na mnie z góry, też będzie. Zostało mi po nim zdjęcie.
Jego ostatnie zdjęcie przed tym jak usłyszeliśmy diagnozę. Robione u mnie w pokoju w Mullingar. Z tyłu jest podpisane: Daniel Foster 15.04.1994-23.03.2009. Mimo tego, że obiecałam być szczęśliwa wcale nie jestem, a już trzy miesiące po jego śmierci znienawidziłam życie. Wszystko za sprawą jego starszego brata Jaydena. Najpierw pomagał mi przejść przez to wszystko. Kiedy otrząsnęłam się po śmierci Danny'ego rozkochał mnie w sobie. To uczucie nie było tak silne jak do młodszego Fostera, ale wystarczyło, żeby zabrał mnie na imprezę do swoich kumpli. Wiedziałam, że to nie są jacyś porządni goście. Alkohol lał się litrami, ale ja nie chciałam pić. Poszłam do łazienki, żeby umyć twarz. Gdy wróciłam, zobaczyłam, że mój "chłopak" obściskuje się z jakąś laską. Zabolało. Gdy mnie zobaczył, momentalnie wstał i wygonił tą dziewczynę. Krzyczałam, że nie chcę go już znać, a wtedy on wziął mnie mocno za rękę i wyprowadził z klubu. Razem z jego kolegami znaleźliśmy się na tyłach. Zaczął się do mnie zbliżać. Niebezpiecznie zbliżać. Zgwałcił mnie, a potem pobił.
Po tych wydarzeniach obudziłam się w szpitalu. Chciałam umrzeć i być razem z Danielem. Jayden prawdopodobnie siedzi teraz w więzieniu.

To wspomnienie znowu odżyło, ale wiem, że teraz nic mi nie grozi. Wstałam z łóżka i udałam się do łazienki, żeby przyszykować się na imprezę, na której może wszystko się zmienić. Włosy związałam w koka i związałam czarną bandamką. Pomalowałam się i przebrałam się . Zabrałam jeszcze moją skórzaną kurtkę, telefon i portfel i zeszłam na dół.
- No wreszcie.- zaśmiała się Hay
Uśmiechnęłam się tylko. Tym razem na imprezę idziemy w pełnym składzie. Eh. Przez całą drogę to klubu słuchałam muzyki na słuchawkach. Po pięciu minutach dojechaliśmy. Ten sam klub co wcześniej.
Miejsca też te same. Na dobry początek zamówiłam coś mocniejszego. Nie zamierzam dzisiaj pić, więc ten jeden mocniejszy drink musi wystarczyć. Po tym jak kelner przyniósł zamówienia, ruszyliśmy na parkiet.
- Gotowa?- szepnął mi na ucho Harry
Kiwnęłam głową. Yh, on chce mi pokazać, że Louis coś do mnie czuje, ale ja w to wątpię.
Wstaliśmy i odeszliśmy  tak, żeby nikt nas nie słyszał.
- Jest jeden sposób. Zatańcz ze mną i obserwuj jego reakcję. Jeżeli jest tak jak mówię, to będzie zazdrosny.- wyjaśnił
- To nie wypali, ale ok.- odparłam
Wróciliśmy na środek parkietu gdzie większość tańczyła. Nagle jakby na złość muzyka zmieniła się na powolną. Odetchnęłam i zaczęłam tańczyć z Harry'm. Co jakiś czas spoglądałam na Louisa tańczącego z Eleanor i kurwa. Było widać, że jest cholernie zazdrosny.
- Widzisz?- zapytał Harry
Ja pierdolę. W pewnej chwili, chyba zadzwonił telefon Eleanor, bo powiedziała coś do telefonu, potem do Louisa i wyszła. Byłam ciekawa gdzie, ale to w sumie nie moja sprawa. Postanowiłam usiąść i chwilę odpocząć. Zamówiłam kolejnego drinka. Wiem, że mówiłam o jednym, ale muszę coś wypić.
- Zatańczysz?- zapytał w pewnym momencie Louis
- Jasne.- zgodziłam się po chwili.
Chciałam z nim pogadać, a to jest w sumie najlepsza okazja.
- Gdzie ci uciekła Eleanor?- zapytałam gdy byliśmy na parkiecie
- Do pracy.- odpowiedział
- Ona coś dużo pracuje.Praktycznie jej w domu nie ma.- powiedziałam
- Nie mów, że ci to przeszkadza.- zaśmiał się
- Wcale.- uśmiechnęłam się
Powoli zbliżał się do mnie. Kurwa. Wiem co on chce i pragnę tego jak cholera.
Delikatnie złączył nasze usta, a ja poczułam, że unoszę się w powietrzu...


:3 Rozdział moim zdaniem trochę zbyt długi, więc napiszcie jak uważacie. Oczywiście jeżeli czytacie, to zostawcie coś po sobie :)   

piątek, 26 grudnia 2014

Rozdział 5

Dwa tygodnie minęły mi bardzo szybko i dzisiaj przymierzam mój,ugh mundurek. Mało tego, wszyscy się zebrali żeby mnie zobaczyć. Jeszcze jakby było na co patrzeć.
- Nie włożę tego. - zaprzeczyłam
- Tylko jutro. Później będziesz mogła nosić spodnie.- powiedziała Haylee
- Wyglądasz uroczo.- zaśmiała się Eleanor
Jakby mnie interesowało jej zdanie.
- Na serio, do twarzy ci.- poparł ją Louis
Reszta powstrzymała się od opinii i za to jestem im wdzięczna. Hay poprawiała spódnicę, żeby leżała jak trzeba. Muszę się dowiedzieć, kto wprowadził takie mundurki i wjebać tej osobie. Większość osób można poznać po ubiorze. Eh, chociaż te mundurki są pewnie dlatego, żeby nie było dyskryminacji, że ktoś ma gorsze czy lepsze ciuchy.
- Dobra, jest późno wszyscy won. - powiedziałam po skończeniu tych pierdolonych przymiarek
- Myślałem, że chociaż pozwolisz mi patrzeć jak się rozbierasz.- mruknął Harry
Jak to usłyszałam, to myślałam, że go jebnę w twarz.
- Nie, spierdalaj.- pokazałam mu język i wyrzuciłam wszystkich oprócz Hay za drzwi
Spojrzałam na dziewczynę,która z trudem powstrzymywała się od śmiechu. Po chwili obie wybuchłyśmy głośnym śmiechem.
- Dobra, jutro budzę cię o 7:30.- powiedziała Haylee  gdy już się uspokoiłyśmy
- Ygh.- jęknęłam
Blondynka opuściła mój pokój a ja szybko przebrałam się w piżamę .Mundurek powiesiłam na drzwiach szafy, wzięłam z komody laptopa i położyłam się z nim na łóżku. Napisałam na Twitterze: Jutro pierwszy dzień w nowej szkole. Ratujcie X_X. Chwilę potem dostałam wiadomość od Louisa: Dasz sobie radę, wierzę w ciebie.
Zauważyłam, że bez Eleanor obok zachowuje się inaczej. Szczególnie w stosunku do mnie.
Może to prawda co mówią, że w ich związku źle się dzieje. Ja osobiście tego jeszcze nie zaobserwowałam, ale chyba zacznę bardziej się temu przyglądać.
Porozmawiałam chwilę ze starymi koleżankami z Mullingar. One zawsze zazdrościły mi, że mam sławnego kuzyna, a teraz kiedy mieszkam z nim i jego przyjaciółmi ich zazdrość się zwiększyła. Pożegnałam się z nimi, odłożyłam laptopa na komodę i położyłam się spać.
*
Rano, tak jak zapowiedziała Haylee zostałam przez nią obudzona o 7:30.
- Wstawaj już!- krzyknęła kiedy nie mogła mnie dobudzić
- Kurwa, to ranne wstawanie nie jest dla mnie.- burknęłam
Haylee zadowolona, że udało jej się mnie obudzić wyszła się umyć i przebrać. Wzięłam szybki prysznic. Umyłam całe ciało i wtarłam w nie odżywczy krem o zapachu cynamonu. Włosy wysuszyłam i nałożyłam odżywkę, następnie je lekko wyprostowałam. Wróciłam do pokoju, żeby założyć mundurek. Przyjrzałam się w lustrze i stwierdziłam, że nie wyglądam źle. Chociaż i tak potem zmienię swój styl mundurka. Do torby włożyłam telefon, kilka książek i zeszytów, piórnik. Pomalowałam się lekko, i włożyłam dodatkowo do torby kosmetyczkę. Ubrana zeszłam na dół. Tak jak myślałam, była tam Haylee.
- Reszta jeszcze śpi, tak więc przejdziemy się.- rzuciła mi jabłko
Na szczęście założyłam jedne z wygodniejszych balerin.
- Jest ładna pogoda, więc ok.- uśmiechnęłam się
Haylee w swoim mundurku prezentowała się dużo lepiej ode mnie. Jej pasował wygląd "przykładnej uczennicy", ale mi nie zbyt. Miałam dobre oceny, ale to tylko dlatego, że dodatkowe nauczanie miałam w domu.
Wyszłyśmy w kierunku szkoły cały czas rozmawiając. Hay opowiadała mi o nauczycielach, którzy będą mnie uczyć.
Powiedziała mi, że większość przedmiotów powinnyśmy mieć razem. W starej szkole, klasy były dzielone na małe grupy i czasem łączone z innymi.
W szkole byłyśmy  8:40. Szłyśmy niecałe 20 minut. Tak, przygotowywałam się ponad 30 minut.
Przed budynkiem szkoły zbierali się uczniowie. Widziałam zakochane pary całujące się na trawie, przytulające się przyjaciółki i  chowających się za murem palących chłopaków. Witaj szkoło!
- Chodź, poznasz moją koleżankę.- Haylee pociągnęła mnie w stronę siedzącej na trawie dziewczyny.
- Tatiana!- krzyknęła blondynka
- Haylee. Jej ale ja cię dawno widziałam.- ciemnowłosa dziewczyna przytuliła ją
- To jest moja przyjaciółka Jade.- przedstawiła mnie.
- Miło mi cię poznać.- brunetka obdarzyła mnie uśmiechem.
- Jade, to moja koleżanka Tatiana.- powiedziała
- Nie wyglądasz mi na brytyjkę.- powiedziałam
- Oh, pochodzę z Rosji. Mój ojciec mnie tu wysłał, żebym się wykształciła.- sprostowała
Razem z Tatianą weszłyśmy do szkoły. Ta średniego wzrostu osóbka, wydaje się fajna. Podoba mi się jej pełnia energii. Udałyśmy się do dużej sali, w której siedziało mnóstwo osób, jednak znalazłyśmy trzy wolne miejsca w pierwszym rzędzie. Mimo, że dyrektor wszedł na salę i powiedział, żebyśmy byli cicho bo apel się zacznie, nikt go nie słuchał. W końcu uciszył nas pisk mikrofonu.
- Witam was moi drodzy na rozpoczęciu nowego roku szkolnego. Jest to szczególny rok, gdyż obchodzimy 100 rocznicę istnienia. Za chwilę, udacie się do klas, żeby otrzymać plan lekcji i klucze do szafek. Wraz z całym gronem pedagogicznym życzę wam, żeby ten rok był kolejnym rokiem ciężkiej pracy. Dziękuję.- wygłosił swoją mowę dyrektor. Dowiedziałam się, że nazywa się Simon Price, uczył fizyki i był dość wymagający.
Po apelu, poszłam z Tatianą i Haylee pod salę nr 10 na spotkanie z wychowawczynią  Niną Donovan. Była ona anglistyczką, podobno bardzo miła młoda kobieta z brązowymi włosami do ramion i ciemnymi oczami.
Zadzwonił dzwonek, więc weszliśmy do sali. Usiadłam z Haylee w ostatniej ławce, a Tatiana usiadła z jakimś chłopakiem. Cóż, może ma kogoś. Rozmawiałam w najlepsze z przyjaciółką, gdy ktoś nam przeszkodził.
- Wypad, to nasza ławka.- usłyszałam słodki głosik
Haylee zaklęła cicho.
- Spierdalaj Mitchell.- odgryzła się Haylee
Stały nad nami dwie dziewczyny. Ciemnowłosa i blondynka. Sądze, że są to klasowe "dziunie". Wszędzie tylko te plastiki...
- Ty chyba nie wiesz kim ja jestem. Do Phoebe Mitchell nie wolno się tak zwracać, ani do jej przyjaciółki.- powiedziała ciemnowłosa
- Pff, plastik nie będzie mi rozkazywał.- prychnęłam
- Widzę kotku, że jesteś nowa. JA TU RZĄDZĘ, a nie ty. Jak ci się coś nie podoba, to możemy razem z Chloe zrobić ci taki wycisk, że nikt cię nie pozna.- syknęła
Chciałam jej coś odpowiedzieć, ale nie zdążyłam gdyż pani Donovan zwróciła nam uwagę.
- Phoebe, Chloe usiądźcie gdzieś indziej.- poleciła
Brunetka podniosła palec, na znak, że chce coś powiedzieć, ale nauczycielka zgromiła ją wzrokiem.
Usiadły w ostatniej ławce na drugim końcu sali. Dobrze, bo ja nienawidzę takich pustych lalek.
Już polubiłam panią Donovan. Dostaliśmy plany lekcji i kluczyki do szafek. Pech chciał, że dostałam szafkę obok Haylee i Phoebe. Nienawidzę życia.
Jedyna reakcja na jaką było mnie stać po powrocie do domu to głośne " kurwa mać" i  walnięcie się na łóżko. Zjadłam obiad, który ktoś zostawił w kuchni i poszłam na górę do pokoju. Przebrałam się i położyłam się na łóżko. Nawet nie wiem kiedy zasnęłam.

BUM! Bonusowy rozdział :3 Piszcie czy wam się podoba :) Starałam się, żeby był dłuższy.