sobota, 28 lutego 2015

Rozdział 26

Przeczytaj notkę pod rodziałem 

 Weszliśmy do klubu. Rozejrzałam się. Stoliki wypełnione alkoholem i Bóg wie czym jeszcze. Pary wymieniające się śliną i nie tylko... Nie wiem czy to był dobry pomysł, żeby iść z Lauren.
- Masz trzymać się blisko mnie, ok?- spojrzałam na nią
- Tak, mamo.- uśmiechnęła się
Poszliśmy usiąść przy jakimś stoliku. Po kilku minutach przyszedł ktoś, kto przyjął nasze zamówienia. Piwo razy dwa i sok pomarańczowy. Muszę pilnować siostry, żeby nie zrobiła czegoś, czego może żałować. W takim razie powinnam chyba zamówić, coś bezalkoholowego żeby być trzeźwą, prawda?
Lauren rozglądała się ciągle na wszystkie strony
- Kogo szukasz?- zapytałam
- Kolegi.- odpowiedziała
- Na prawdę?
- Tak, na prawdę.
Zaśmiałam się upijając łyk ze szklanki. Poszłabym potańczyć.
- Dobra Jade, daj dziewczynie trochę wolności i chodź na parkiet.- powiedział Louis
- Okej, okej. Tylko, żebym miała cię na oku.- zwróciłam się do Lauren
Siostra pokiwała głową, a ja z chłopakiem poszłam tańczyć. Mimo tego, byłam pewna, że gdzieś pójdzie.
- Nie jesteś zbyt nadopiekuńcza?- zapytał mnie
- Martwię się. Ona jest trochę mniej odpowiedzialna niż ja.- odpowiedziałam
- Na pewno wie co robi, więc się wyluzuj.
Tak też zrobiłam. Przestałam co chwila spoglądać w stronę Lauren i skupiłam się na nim.
Gdy zmęczyliśmy się ciągłym tańczeniem poszliśmy się napić. I tak przez większość imprezy.
Około 1:00, zauważyłam, że nie widziałam Lauren od kilku godzin. Byłam nieźle pijana. Oj, kacyk się szykuje. Z resztą nie tylko mi.
Postanowiłam, że zapytam najlepszej przyjaciółki mojej siostry Rose.
- Hej, Rose. Wiesz gdzie jest Lauren?- zapytałam
- O cześć. Poszła gdzieś z Maxem jakieś dwie godziny temu.- odpowiedziała
Cholera...
- A ten Max to jej chłopak?
- Tak, spotykają się jakieś dwa miesiące
Mam przejebane. Nie wiem gdzie jest Lauren.
Co mam robić? Wrócić do domu? W końcu może tam być. Zamówiłam taksówkę i poszłam zgarnąć Louisa
- Wychodzimy.- powiedziałam
- Coś się stało?- zapytał zdezorientowany
- Lauren nie ma i nie wiem gdzie jest.- odpowiedziałam
Wyszliśmy z klubu. Załadowaliśmy się do taksówki i pojechaliśmy do domu.
Na szczęście mama już spała. Przebraliśmy się i momentalnie zasnęliśmy.

*

Następnego dnia obudził mnie głośny hałas. Przez alkohol, który wypiłam był 10 razy głośniejszy. Zwlokłam się z łóżka, żeby zobaczyć co się dzieje. Zobaczyłam wracającą Lauren w wczorajszych ciuchach. Zamknęła się w swoim pokoju nie zwracając uwagi na nic. 
Bez zastanowienia poszłam sprawdzić, czy wszystko z nią okej. 
- Lauren?
- Daj mi spokój.- warknęła 
- Co się stało? Zniknęłaś z imprezy.- powiedziałam
- Nic się nie stało. Jestem zmęczona.- odparła 
- Widzę przecież.- usiadłam na jej łóżku 
- Dlaczego faceci to tacy egoiści?- jej oczy zaszły się łzami 
- Lauren... powiedz o co chodzi.- zaczynałam powoli rozumieć
- Moje koleżanki powiedziały ci z kim wyszłam?- otarła łzy 
Kiwnęłam głową.
- Poszłam do niego do domu.... Spaliśmy razem... A potem powiedział, że byłam naiwna i tak na prawdę mnie nie kochał.- powiedziała szlochając 
Przytuliłam ją. 
- Nie płacz. Będzie dobrze.- pocieszałam ją
- Idź sobie. Chcę zostać sama.
Wyszłam z jej pokoju. Wróciłam do siebie. Louis już nie spał
- Gdzie byłaś?- zapytał zaspanym głosem
- U Lauren. Złapała doła.- odpowiedziałam krótko 
Przebrałam się w coś wygodnego . 
- Jakieś plany na dziś?- chłopak również się przebrał 
- Umówiłam nas z Haylee i Niallem.- odpowiedziałam
Pomalowałam się lekko i zeszliśmy razem na śniadanie. Mama gdzieś wyszła. Zostawiła kartkę, że mamy kanapki w lodówce. 
Zjedliśmy je i wyszliśmy z domu. Lauren pewnie odsypia wczoraj, więc luz.
Spotkaliśmy Hay i Nialla w parku. Bardzo jesiennym parku. 
Przytuliłam blondynkę. 
- Jak tam rodzice?- zapytała 
- Spoko. Jest tylko mama. Ojciec się wyprowadził do nowej babki.- odpowiedziałam
Zaczęliśmy gadać o wszystkim co się u nas działo. U nich też było ciekawie. Spędziliśmy nasz ostatni dzień tutaj we czwórkę. Jutro rano mamy samolot powrotny do Londynu. Cieszę się, że wracam do domu.

 I jak podoba wam się? Niestety, teraz rozdziały będą rzadziej, gdyż mam szkołę i jest ciężko. Jestem w drugiej gimnazjum i uważam, ze jest gorzej niż rok temu. Jednak nie martwcie się. Nie zostawię was.
Mam dla was też niespodziankę. Nie wiem, czy wiecie, ale założyłam drugiego bloga, który będzie nam towarzyszył do końca pierwszej części tego ff. Dam wam link -> http://unconditionally-liampayneff.blogspot.com/
Zapraszam :3

piątek, 27 lutego 2015

Rozdział 25

Byłam przekonana, że Louis wjebie Nickowi, ale on zrobił coś przeciwnego. Pociągnął mnie za rękę i wyszliśmy z restauracji.  Ulżyło mi
- Jesteś zły?- zapytałam
- Nie jestem, ale nie podoba mi się, że ten koleś się do ciebie przystawia.- odpowiedział
- Między nami nigdy nic nie było, nie ma i nie będzie. Kocham tylko ciebie.- powiedziałam na co chłopak się uśmiechnął
Potem tylko złączył nasze usta w pocałunku. Nie obchodziło mnie, że ludzie się gapią.
- Wracamy do domu?
- Jasne
Powolnym krokiem kierowaliśmy się w stronę mojego rodzinnego domu. Była 13:20. Mama pewnie gotowała obiad. Zastanawiam się, co teraz z nią będzie. Nie jest przyzwyczajona do pracy. To ojciec utrzymywał dom. Mama nie pracuje od  dwóch lat.
- Jesteśmy!- krzyknęłam gdy weszliśmy do domu
Ja poszłam do kuchni, gdzie mama gotowała, a Louis poszedł pogadać z Lauren. Czy powinnam być zazdrosna o młodszą siostrę? Chyba nie.
Widzę, że dobrze się dogadują. Heh. Z tego co wiem, Cassie będzie dopiero dzisiaj wieczorem. Zdziwi się dziewczyna.
Pomogłam mamie z obiadem. Moja rodzicielka gotuje najlepiej na świecie. Uczyła się od babci i trochę od cioci. Teraz ja uczę się od niej, ale wiem, że mi to nie wychodzi. Ważne, że jeszcze nigdy nikogo nie otrułam.
Przygotowałam stół.
- Pysznie to wygląda, proszę pani.- powiedział Louis
- Smakuje równie dobrze.- mama się uśmiechnęła
Gdy wszystko było gotowe, zaczęliśmy jeść. Chyba wszystkim smakowało. Jestem szczęśliwa, że spędzam ten czas razem z najbliższymi. Po obiedzie, ja i Lauren miałyśmy posprzątać i pozmywać. Ech.
- Wyszłabym gdzieś dzisiaj wieczorem.- powiedziała Lauren wycierając talerz
- I pewnie, chcesz żebym poprosiła mamę.- zaśmiałam się
- W sumie, nawet moglibyście ze mną pójść.
- Czekaj. Chcesz, żebym z Louisem poszła z tobą na imprezę?- zapytałam zdziwiona
- Wtedy mama mnie puści. A wy chyba nie macie nic lepszego do roboty.- znam ten podejrzany uśmiech
- Jasne, w sumie czemu nie.- zgodziłam się
- Super. Zapytam mamy, a potem zadzwonię do koleżanek.- wytarła ostatni talerz i poszła
Impreza to nie jest taki zły pomysł. Rozerwiemy się trochę. Poszłam zapytać Louisa czy chce iść.
- Z miłą chęcią.- odpowiedział na moje pytanie
Spojrzałam na zegarek. 15:32. Znając mnie, będę się szykować conajmniej trzy godziny, więc lepiej zacząć. Poszłam do łazienki, wzięłam prysznic. Włosy rozczesałam, wysuszyłam. Podkręciłam końcówki lokówką. W szafie poszukałam jakiegoś odpowiedniego zestawu na wieczór. Zrobiłam makijaż. Tak jak sądziłam, gdy skończyłam dochodziła 19:00. Zajrzałam do pokoju Lauren, która też kończyła się szykować. Wyglądała wystrzałowo
- Idziemy?- zapytała
- Tak.- odpowiedziałam
No i wyszliśmy. Mama o dziwo nie robiła wyrzutów. To chyba dobrze.

Późno, ale jest :3 Wiem, że akcja idzie wolno, ale niedługo trochę przeskoczymy.